piątek, 6 listopada 2009

Muffinki cynamonowo-cytrynowo-płatkowe :)

Ostatnio, a właściwie 2 dni temu, w środę dokładnie, z braku nudów zrobiłam muffinki. Zrobiłam na spróbowanie, tak poprostu.

Pytam się mojego Pawła: chcesz coś słodkiego?
on: a może bys muffinki zrobiła z czekoladą?
Ja: po 1 nie mamy czekolady, po 2 - nie wiem jak się robi muffinki! - z wielkim wyrzutem. ( Na odchodne pokazałam mu jezyk:P )
Po chwili mowi, ale w necie jest mnóstwo przepisów, może jakis fajny znajdziesz. Znowu, z wielkim wyrzutem spojrzałam na niego, a on maslanymi oczetami powiedział: plosze.
No dobrze, minę miałam nie za bardzo. Bo ja się chyba nie nadaję do robienia ciast. A tym bardziej do ciasteczek.
O dziwo znalazłam przepis podstawowy na muffinki. Pomyślałam, ze to chyba nie jest takie trudne, tym bardziej że ostatnio moj miły namowił mnie na kupno formy do muffinek po promocyjnej cenie. A ja miałam schowane takie papierowe foremki, ktore kiedyś tam kupiłam, tak na wszelki wypadek, bo moga się przydać. I przydały się.
Więc z wielkim zapałem zaczełam się za tworzenie małych babeczek. Na początku musiałam wymyśleć z czym je zrobię.
Pomyślałam: mam skórkę pomarańczową ktorą jakiś czas temu zrobiłam, będa genialne.
Pognałam do piwnicy. Otwieram słoiczek wyjmuję skórkę a ona się rozleciała!! Dokładnie! Rozleciała, rozpadła na drobne kawałki, wręcz rozpłyneła. O karramba! Myślę sobie, biore nastepna to samo. Aż mi się łezki pokazały z newów. Cóz, niestety trza wyrzucić bo są niezdatne do tworzenia.
Następna myśl- kompot z czereśni od mamy. Super, wszystko pięknie ładnie, tylko że one miały pestki w środku. Też poszły w odstawkę. A raczej do mojej konsumpcji. Mniammmm. Zostało pół słoika. Reszta na później.
Zagladam do lodówki, patrzę a tak cytryna. I to jeszcze bardzo ładnie sie do mnie uśmiecha. To jest to!! Jestem genialna. Pomyslałam, mam cynamon, ktory oboje lubimy, cytrynę i moze coś jeszcze. Ciasto wyrobione dawno czeka na coś dodatkowego. W końcu, pomyslalam że dodam coś od siebie - czyli płatki śniadaniowe, takie zwykłe do zupki mlecznej. Wszystko ładnie wymieszałam i wrzuciłam do pieca na 20 min.
To było to!! zeszły jak ciepłe bułeczki. Wyszło mi 14 sztuk bo nie wiedziałam ile dać ciasta do foremek i wyszły mi na poczatku tycie.

A oto przepis:
poł łyzeczki cynamonu
garść płatków
trochę startej skorki cytryny + pare kropel soku z cytryny
120 g masła (rozpuszczone)
160 ml mleka
2 jajka
280 g maki
szypta soli
140 g cukru
1,5 łyzeczki proszku do piecznia

Najpierw wymieszać ze soba produkty suche makę, cukier, sól, proszek do pieczenia.
Następnie połaczyć mleko, jajka i masło. Wymieszać wszystko ze sobą na jedną masę.
Dodać do masy suchej, wymieszać drewnianą łyzka. Dodac cynamon, sok z cytryny, skórkę i płatki. Wymieszać, wlewać do foremek i piec w temp 180-190 st na 2o minut. Gotowe.

Poniższe zdjęcia są już archiwane gdyz zgineły w zastraszającym tempie :)






3 komentarze:

Anonimowy pisze...

hahhahaahah no jak powiedzial plosze to nie mozna bylo odmowic,kiedys tez robilam ,ale niestty przypominaly zwykla babke piaskowa,a nie takie co to sie kupuje w piekarniach ,a szkoda

MariaPar pisze...

Nie dziw się, wyglądają bardzo apetycznie. Pozdrawiam.

dori-scrap pisze...

Dziękuję za miłe słowa :) chyba za niedługo będzie powtórka z rozrywki gdyz całkiem łatwo mi się robiło babeczki.
pozdrawiam